...i będzie można świętować Mistrza !
Smutne jest jednak to co działo się wczoraj na R22. I nieważne kto zawinił. Nigdy żadna ze stron nie powinna odmawiać drugiej miłości do klubu.
Pamiętajmy, że liczy się jedność ! A nie czy ktoś jest "piknikiem", ultrasem czy kimś jeszcze.
Mam nadzieję, że na Derbach będzie zupełnie inaczej...
Ps. Inna sprawa, że blokowanie opraw, w obawie przed szeryfem Tuskiem też jest nie w porządku...
czwartek, 12 maja 2011
sobota, 23 kwietnia 2011
Miła niespodzianka.
Dziękuję za to, że UEFA nie raczyła mnie poinformować, że jednak moje konto i formularz z biletami na EURO został w tajemniczych okolicznościach skasowany. Trudno, ktoś inny dostanie bilety, nieważne czy idzie po raz pierwszy w życiu na mecz ("bo tak wypada", w końcu gramy u siebie) czy też nie.
Dochodzę do wniosku, że czasami w życiu prowadzimy kampanie, akcje charytatywne, ale nasze działania nie przynoszą efektu. Dlaczego ? Bo najwyrazniej zamiast zachęcać, odstraszamy.
Bardzo mi przykro, ale Krzysiu Ibisz i Piotr Świerczewski śpiewać tak dobrze nie potrafią. Ale dzięki ! W końcu liczą się chęci ;)
Dochodzę do wniosku, że czasami w życiu prowadzimy kampanie, akcje charytatywne, ale nasze działania nie przynoszą efektu. Dlaczego ? Bo najwyrazniej zamiast zachęcać, odstraszamy.
Bardzo mi przykro, ale Krzysiu Ibisz i Piotr Świerczewski śpiewać tak dobrze nie potrafią. Ale dzięki ! W końcu liczą się chęci ;)
piątek, 22 kwietnia 2011
Carpe Diem !
Mówi się, że pewne pomysły przychodzą w najmniej spodziewanym momencie, nieoczekiwane, zaskakujące. Właśnie mnie naszedł pomysł będąc...pod prysznicem. Tak, rozmyślałem sobie nad tym co właściwie było rok temu. Próbowałem odświeżyć pamiętać, przejść do retrospekcji.
Dokładnie rok temu, pogoda była mniej więcej taka sama, no może trochę chłodniej. Zbliżały się urodziny jednej z koleżanek, siedziałem na kolejnej próbie Moliera i...no właśnie....szykowałem się do Olimpiady. Tematyka dotycząca (Ci co mnie znają śmiali się ostro)...Żydów...olkuskich Żydów. No...cóż...pominiemy w tym przypadku moje poczucie humoru etc.
Pamiętam również jak 24.04 pojechałem do Warszawy w kilka osób, oraz z panem profesorem J.P. Pamiętam również egzamin ustny, naprzeciwko komisji, pamiętam komentarz, że jestem najprawdopodobniej wiernym słuchaczem Radia Maryja, pamiętam również ciągle ten nastrój żałoby w stolicy, sporo zniczy pod Pałacem. I wiecie co jeszcze pamiętam ? Jak oto straciłem mnóstwo kasy.
Otóż po całym dniu człowiek głodny postanowił się wybrać na zasłużony posiłek. Jednak cała nasza grupa uznała, że bez sensu jest wycieczka do McDonalda (która to by zresztą już była). Dotarliśmy do jednej z wąskich uliczek, a tam cała gama restauracji...kuchnia chińska, rosyjska, skandynawska, tajska, włoska, hiszpańska etc. Wybraliśmy tajską.
Nie będę opisywał ze szczegółami, ale jedzenie było kapitalne. Moje kubki smakowe prawie eksplodowały z zachwytu. Każdy brał trochę porcji od kogoś innego. Mieliśmy wspaniałą degustację.
I wszystko było pięknie, naprawdę do czasu kiedy na horyzoncie pojawił się wypolerowany pan kelner, z miną uśmiechnietą, wyszczerzonymi ząbkami. Przemiły pan zostawił nam niewielką karteczkę z wielką cyfrą na niej.
I wiecie co ? Choć początkowo człowiekowi zrobiło się słabo, to jednak wieczorem szybko zapomniał o kasie, a rozpamiętywał to dobre jedzenie.
Chcecie puentę ? Otóż, człowiek czasami ma głupie pomysły, chce zaszaleć, przeżyć jeden dzień rozkoszy, poczuć się jak arystokrata, lub po prostu dziecko. Zrobić coś szalonego, coś co będzie się pamiętać. Powyższy przykład jest jednym z wielu. Niezaplanowany wypad na najwyższy szczyt Tatr też był czymś taki, wypad na koncert, czy nawet śmingus-dyngus.
Człowiek ma tylko jedno życie, nie wierzę w reinkarnację, dlatego warto jest przeżyć je na maksimum. Masz ochotę na coś niecodziennego ? Zrób to. Chcesz się raz w życiu poczuć jak bogacz. Proszę bardzo. Chcesz raz w życiu poczuć się beztrosko ? Droga wolna. Nie mówię tutaj o pełnej anarchii, ale po prostu o przyjemności. Poczujmy się czasami jak dzieci, zapomnijmy, że świat jest skomplikowany, a życie daje kopniaki w dupę.
Prawda jest taka., że o normalnym, szarym dniu bez emocji zapomnimy szybko, a o jakieś grubszej akcji będziemy pamiętać przez długie lata, jeżeli nie do końca życia.
Jak to powiedział pewien koleś : "Wszystkiego w życiu trzeba spróbować." (Ok, prawie wszystkiego. Są jednak pewne odstępstwa.)
Co prawda, ten sam koleś wyleciał parę dni później ze szkoły, ale to zupełnie inna sprawa.
Wesołych Świąt.
Dokładnie rok temu, pogoda była mniej więcej taka sama, no może trochę chłodniej. Zbliżały się urodziny jednej z koleżanek, siedziałem na kolejnej próbie Moliera i...no właśnie....szykowałem się do Olimpiady. Tematyka dotycząca (Ci co mnie znają śmiali się ostro)...Żydów...olkuskich Żydów. No...cóż...pominiemy w tym przypadku moje poczucie humoru etc.
Pamiętam również jak 24.04 pojechałem do Warszawy w kilka osób, oraz z panem profesorem J.P. Pamiętam również egzamin ustny, naprzeciwko komisji, pamiętam komentarz, że jestem najprawdopodobniej wiernym słuchaczem Radia Maryja, pamiętam również ciągle ten nastrój żałoby w stolicy, sporo zniczy pod Pałacem. I wiecie co jeszcze pamiętam ? Jak oto straciłem mnóstwo kasy.
Otóż po całym dniu człowiek głodny postanowił się wybrać na zasłużony posiłek. Jednak cała nasza grupa uznała, że bez sensu jest wycieczka do McDonalda (która to by zresztą już była). Dotarliśmy do jednej z wąskich uliczek, a tam cała gama restauracji...kuchnia chińska, rosyjska, skandynawska, tajska, włoska, hiszpańska etc. Wybraliśmy tajską.
Nie będę opisywał ze szczegółami, ale jedzenie było kapitalne. Moje kubki smakowe prawie eksplodowały z zachwytu. Każdy brał trochę porcji od kogoś innego. Mieliśmy wspaniałą degustację.
I wszystko było pięknie, naprawdę do czasu kiedy na horyzoncie pojawił się wypolerowany pan kelner, z miną uśmiechnietą, wyszczerzonymi ząbkami. Przemiły pan zostawił nam niewielką karteczkę z wielką cyfrą na niej.
I wiecie co ? Choć początkowo człowiekowi zrobiło się słabo, to jednak wieczorem szybko zapomniał o kasie, a rozpamiętywał to dobre jedzenie.
Chcecie puentę ? Otóż, człowiek czasami ma głupie pomysły, chce zaszaleć, przeżyć jeden dzień rozkoszy, poczuć się jak arystokrata, lub po prostu dziecko. Zrobić coś szalonego, coś co będzie się pamiętać. Powyższy przykład jest jednym z wielu. Niezaplanowany wypad na najwyższy szczyt Tatr też był czymś taki, wypad na koncert, czy nawet śmingus-dyngus.
Człowiek ma tylko jedno życie, nie wierzę w reinkarnację, dlatego warto jest przeżyć je na maksimum. Masz ochotę na coś niecodziennego ? Zrób to. Chcesz się raz w życiu poczuć jak bogacz. Proszę bardzo. Chcesz raz w życiu poczuć się beztrosko ? Droga wolna. Nie mówię tutaj o pełnej anarchii, ale po prostu o przyjemności. Poczujmy się czasami jak dzieci, zapomnijmy, że świat jest skomplikowany, a życie daje kopniaki w dupę.
Prawda jest taka., że o normalnym, szarym dniu bez emocji zapomnimy szybko, a o jakieś grubszej akcji będziemy pamiętać przez długie lata, jeżeli nie do końca życia.
Jak to powiedział pewien koleś : "Wszystkiego w życiu trzeba spróbować." (Ok, prawie wszystkiego. Są jednak pewne odstępstwa.)
Co prawda, ten sam koleś wyleciał parę dni później ze szkoły, ale to zupełnie inna sprawa.
Wesołych Świąt.
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Vanitas vanitatum et omnia vanitas.
Pora przerwać tygodniową nieobecność. Dziś jednak nie będzie o niczym wielkim.
Ostatnio na tapecie przewija się temat studiów humanistycznych. Wszędzie pełno artykułów, że tacy ludzie nie mają przyszłości, wszyscy zginą, poumierają w męczarniach, skończą pod mostem, dopadnie ich komornik, nie znajdą roboty, będą gnić, dopadnie ich rak, dzieci nie spłodzą, a jeżeli uda im się to umrą one z głodu, będą żyć na rencie rodziców, nie będą mieli na chleb, wodę czy piwo (dlaczego akurat o tym pomyślałem), świat im ucieknie, ich życie straci sens, nie poznają zakończenia Mody na Sukces bo nie będą mieli jak opłacić abonamentu Radiowo-Telewizyjnego, rząd PO ich dojebie bo nie stać ich będzie na drugi kierunek, nie będą mieli pieniądze na drogie leki, nie stać ich będzie w ogóle na lekarza, bo do tego czasu prywatyzacja ogarnie cały kraj, niektórzy będą musieli skończyć jako prostytutki męskie lub żeńskie ( kto wie, może niektórzy trafią na bogatych gejów), niektóre panny znajdą sobie może bogatego męża Włocha, Araba, Murzyna, Żyda, który zostawi ich (albo i nie) po jakiś 2-3 latach. Starczy im za to na alimenty. Niektórzy wyjadą do Irlandii, choć pewien premier powiedział, że w 2011 roku to my mieliśmy skończyć jako nowa "Zielona Wyspa", Nie będzie roboty w fabrykach bo nie będzie inwestorów, poza tym humaniści i robota techniczna ? Proszę was. Mówiłem już o bezrobociu ? Nikt nie kupi sobie auta, bo po pierwsze nie stać ich będzie na nie, po drugie benzyna pójdzie 2342352345 razy w górę. Poza tym w górę pójdzie jeszcze żywność i książki dla humanistów hahahaahahhaha, prawnikiem nikt nie zostanie bo dziś jest ich w trzy dupy a akurat jak to bywa często dziś bandytów nie ma tak dużo wtedy kiedy są najbardziej potrzebni. Niektórzy wezmą kredyt i skończą w tle lektur pracując w kiosku, humaniści nie będą mogli się pokazywać w towarzystwie szych ekonomistów, inżynierów, lekarzy, naukowców NASA, biznesmenów etc. A na koniec umrą zawody dziennikarzy, historyków, socjologów bo wszyscy zleją to. A tymczasem, niedługo nie będzie można nawet gadać z ludzmi po technikum i zawodówce, bo będą mogli stwierdzić : "I na chuj Ci była ta nauka hue hue hue "
Wnioske : Chcesz być humanistą ? Idz na Księdza !
Ps. Jak coś nowego mi wpadnie to dopiszę.
Ps. 2 I tak pewnie skończę jako humanista, więc to poniekąd zapowiedz mojej przyszłości ; P Ale szczerze ? Jebie mnie to.
Ps. 3 A co z kobietami ? No cóż, powiem tylko jedno...Życie ; P
Ostatnio na tapecie przewija się temat studiów humanistycznych. Wszędzie pełno artykułów, że tacy ludzie nie mają przyszłości, wszyscy zginą, poumierają w męczarniach, skończą pod mostem, dopadnie ich komornik, nie znajdą roboty, będą gnić, dopadnie ich rak, dzieci nie spłodzą, a jeżeli uda im się to umrą one z głodu, będą żyć na rencie rodziców, nie będą mieli na chleb, wodę czy piwo (dlaczego akurat o tym pomyślałem), świat im ucieknie, ich życie straci sens, nie poznają zakończenia Mody na Sukces bo nie będą mieli jak opłacić abonamentu Radiowo-Telewizyjnego, rząd PO ich dojebie bo nie stać ich będzie na drugi kierunek, nie będą mieli pieniądze na drogie leki, nie stać ich będzie w ogóle na lekarza, bo do tego czasu prywatyzacja ogarnie cały kraj, niektórzy będą musieli skończyć jako prostytutki męskie lub żeńskie ( kto wie, może niektórzy trafią na bogatych gejów), niektóre panny znajdą sobie może bogatego męża Włocha, Araba, Murzyna, Żyda, który zostawi ich (albo i nie) po jakiś 2-3 latach. Starczy im za to na alimenty. Niektórzy wyjadą do Irlandii, choć pewien premier powiedział, że w 2011 roku to my mieliśmy skończyć jako nowa "Zielona Wyspa", Nie będzie roboty w fabrykach bo nie będzie inwestorów, poza tym humaniści i robota techniczna ? Proszę was. Mówiłem już o bezrobociu ? Nikt nie kupi sobie auta, bo po pierwsze nie stać ich będzie na nie, po drugie benzyna pójdzie 2342352345 razy w górę. Poza tym w górę pójdzie jeszcze żywność i książki dla humanistów hahahaahahhaha, prawnikiem nikt nie zostanie bo dziś jest ich w trzy dupy a akurat jak to bywa często dziś bandytów nie ma tak dużo wtedy kiedy są najbardziej potrzebni. Niektórzy wezmą kredyt i skończą w tle lektur pracując w kiosku, humaniści nie będą mogli się pokazywać w towarzystwie szych ekonomistów, inżynierów, lekarzy, naukowców NASA, biznesmenów etc. A na koniec umrą zawody dziennikarzy, historyków, socjologów bo wszyscy zleją to. A tymczasem, niedługo nie będzie można nawet gadać z ludzmi po technikum i zawodówce, bo będą mogli stwierdzić : "I na chuj Ci była ta nauka hue hue hue "
Wnioske : Chcesz być humanistą ? Idz na Księdza !
Ps. Jak coś nowego mi wpadnie to dopiszę.
Ps. 2 I tak pewnie skończę jako humanista, więc to poniekąd zapowiedz mojej przyszłości ; P Ale szczerze ? Jebie mnie to.
Ps. 3 A co z kobietami ? No cóż, powiem tylko jedno...Życie ; P
sobota, 9 kwietnia 2011
Jeszcze gorsza sobota.
Oglądanie KOSZMARNYCH meczów ekstraklasy i szukanie pewnego dokumentu. To w skrócie. Generalnie niezbyt ciekawy dzień, może chociaż wieczór będzie lepszy.
Ps. Dziś po raz kolejny ujawniono nam brutalna prawde (choc oczywiscie co po niektorzy pseudozakochani przyjaciele Rosjan myślą inaczej). Rosja po prostu ma Polske głęboko w dupie.
Na koniec Obama : "Polska jest jednym z najważniejszych partnerów Polski."
Zupełnie nie rozumiem czym się ludzie jarają. No raczej nie mógłby powiedzieć tak :
"Generalnie Polska nic nie znaczy, mały kraj bez perspektyw."
Żeby nie było, ja tak nie myślę. Sądzę jednak, że trochę zbytnio co po niektórzy przeceniają naszą rolę. I tyle.
Ps. Bo do dziś spore grono Amerykanów nawet nie wie, gdzie leży Polska.
Ps. Dziś po raz kolejny ujawniono nam brutalna prawde (choc oczywiscie co po niektorzy pseudozakochani przyjaciele Rosjan myślą inaczej). Rosja po prostu ma Polske głęboko w dupie.
Na koniec Obama : "Polska jest jednym z najważniejszych partnerów Polski."
Zupełnie nie rozumiem czym się ludzie jarają. No raczej nie mógłby powiedzieć tak :
"Generalnie Polska nic nie znaczy, mały kraj bez perspektyw."
Żeby nie było, ja tak nie myślę. Sądzę jednak, że trochę zbytnio co po niektórzy przeceniają naszą rolę. I tyle.
Ps. Bo do dziś spore grono Amerykanów nawet nie wie, gdzie leży Polska.
piątek, 8 kwietnia 2011
Nudny piątek.
Po wczorajszym wyjściu z Opery Śląskiej zdania odnośnie baletu "Pan Twardowski" były mocno podzielone.
Jedni zachwycali się spektaklem, byli rozpromienieni. Inni byli zdania, że balet jest spoko, ale nie w tym wydaniu (słaby spektakl, słaba pora - rano. Byli również tacy, którzy uznali, że nie jest to zła forma, choć nie poruszyło ich to zbytnio. I wreszcie, byli również tacy, których to wynudziło, czuli sie zaspani, panowie w rajstopach nie kręcili ich zupełnie.
I właśnie ja należałem do tej ostatniej grupy.
Kultura to mocno względne pojęcie. Można ją kochać albo nienawidzić. Istnieje wiele odmian kultury, sztuki etc. Ja lubię teatr, grę słów z odrobiną odpowiedniej gestykulacji, mowy ciała, lubię filharmonię, te pojedyncze brzmienia, instrumenty. Lubię również filmy, opery jeszcze nie miałem przyjemności poznać.
Ale za baletem nie przepadam, i raczej nie będę przepadał. Trudno - ja to ja. A co do innych kwestii...ile razy można pieprzone dzieci z gimnazjum upominać o ciszę. W dzisiejszych czasach nawet w miejscach kultury nie można prosić "dorosłych" ludzi z gimnazjum o odrobinę taktu.
Chyba marudzę, to wszystko przez ten ból głowy, który towarzyszył mi od 3-4 dni. Człowiek inaczej spogląda na pewne rzeczy, jest trochę znerwicowany, łatwo go zirytować.
W ogóle, dziś trochę stałem sie zaprzeczeniem wszystkiego, odkąd do mojej listy odsłuchiwanych utworów, które mi się spodobały jest...reagge.. A jednak nigdy nie mów nigdy.
Poglądy ludzi mogą zmieniać się jak chorągiewka na wietrze. Nigdy nie mów nigdy bo nie wiadomo akurat w którą stronę wiatr zawieje.
I tym oto sposobem piątkowy wieczór kończę jako psychoanalityk do spraw związków damsko - męskich, choć oczywiście gówniane mam o tym pojęcie. Ale o tym kiedy indziej.
Jedni zachwycali się spektaklem, byli rozpromienieni. Inni byli zdania, że balet jest spoko, ale nie w tym wydaniu (słaby spektakl, słaba pora - rano. Byli również tacy, którzy uznali, że nie jest to zła forma, choć nie poruszyło ich to zbytnio. I wreszcie, byli również tacy, których to wynudziło, czuli sie zaspani, panowie w rajstopach nie kręcili ich zupełnie.
I właśnie ja należałem do tej ostatniej grupy.
Kultura to mocno względne pojęcie. Można ją kochać albo nienawidzić. Istnieje wiele odmian kultury, sztuki etc. Ja lubię teatr, grę słów z odrobiną odpowiedniej gestykulacji, mowy ciała, lubię filharmonię, te pojedyncze brzmienia, instrumenty. Lubię również filmy, opery jeszcze nie miałem przyjemności poznać.
Ale za baletem nie przepadam, i raczej nie będę przepadał. Trudno - ja to ja. A co do innych kwestii...ile razy można pieprzone dzieci z gimnazjum upominać o ciszę. W dzisiejszych czasach nawet w miejscach kultury nie można prosić "dorosłych" ludzi z gimnazjum o odrobinę taktu.
Chyba marudzę, to wszystko przez ten ból głowy, który towarzyszył mi od 3-4 dni. Człowiek inaczej spogląda na pewne rzeczy, jest trochę znerwicowany, łatwo go zirytować.
W ogóle, dziś trochę stałem sie zaprzeczeniem wszystkiego, odkąd do mojej listy odsłuchiwanych utworów, które mi się spodobały jest...reagge.. A jednak nigdy nie mów nigdy.
Poglądy ludzi mogą zmieniać się jak chorągiewka na wietrze. Nigdy nie mów nigdy bo nie wiadomo akurat w którą stronę wiatr zawieje.
I tym oto sposobem piątkowy wieczór kończę jako psychoanalityk do spraw związków damsko - męskich, choć oczywiście gówniane mam o tym pojęcie. Ale o tym kiedy indziej.
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Ryzyko, suchary i hip-hop
Dobra, znalazłem chwilkę czasu.
Dziś przeżyłem bardzo emocjonującą chwilę. Przyłażąc na pierwsze jazdy liczyłem na spokojną przejażdzkę po Olkuszu, jednakże instruktor już po 5 minutach siedzenia w samochodzie wypalił..."No to jedziemy do Krakowa"
Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić sobie mojej reakcji. Krótko mówiąc, przejażdzka uświadomiła mi, że droga do Krakowa nie jest taka straszna, ale samo poruszanie się po tym mieście to już katorga. Cholera, stanie 20 minut w korku koło ronda. Swoją drogą, ostatni raz chyba tak się denerwowałem...sam nie wiem. xD
Przy okazji chciałem się zreflektować. Nie "majstra" (zajechało słusznie Lechem) tylko Mistrza powinniśmy zdobyć, co nie zmienia faktu, że wódkę chciałbym już po Derbach zacząć chłodzić. (Zostaną w końcu 3 mecze, może już wtedy zapewnimy sobie mistrza.)
Prawda jest bowiem taka, że na tą chwilę wszyscy grają do dupy, włącznie z Wisła, która po prostu punktuje i w tym jej fenomen. Mam nadzieję, że Maaskant liczy się z tym iż z taką grą do Ligi Mistrzów jeszcze taka droga, jak z Olkusza na Biegun Południowy (Bez pomocy samolotu).
Swoją drogą, z kumplem doszliśmy do wniosku, że niedziela to dobry dzień na "Suchary". Naprawdę, człowiek zużywa najgorsze teksty jakie ma, i może się zresetować na poniedziałek.
Problem pojawia się jednak, kiedy już w poniedziałek narzucają mi się betony.
A propos dziś usłyszałem zajebisty, chamski dowcip, od prawdziwej kuźnicy czarnego, olkuskiego humoru czyli Bobka.
Ale o tym może już na privie : >
Nie oglądam Majewskiego, ale zrobie wyjatek by zobaczyć znów pariodę Stefana Niesiołowskiego.
A jutro kolejny dzień, mam nadzieję mniej stresujący.
Ps. Człowiek Suchar i Człowiek Skurwiel to moje hity na dziś.
Ps. 2 Pamietacie, jakie z nas były hiphopowe ziomy z 4 klasy podstawówki.
Macie tu dawnych wspomnień czar.
Dziś przeżyłem bardzo emocjonującą chwilę. Przyłażąc na pierwsze jazdy liczyłem na spokojną przejażdzkę po Olkuszu, jednakże instruktor już po 5 minutach siedzenia w samochodzie wypalił..."No to jedziemy do Krakowa"
Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić sobie mojej reakcji. Krótko mówiąc, przejażdzka uświadomiła mi, że droga do Krakowa nie jest taka straszna, ale samo poruszanie się po tym mieście to już katorga. Cholera, stanie 20 minut w korku koło ronda. Swoją drogą, ostatni raz chyba tak się denerwowałem...sam nie wiem. xD
Przy okazji chciałem się zreflektować. Nie "majstra" (zajechało słusznie Lechem) tylko Mistrza powinniśmy zdobyć, co nie zmienia faktu, że wódkę chciałbym już po Derbach zacząć chłodzić. (Zostaną w końcu 3 mecze, może już wtedy zapewnimy sobie mistrza.)
Prawda jest bowiem taka, że na tą chwilę wszyscy grają do dupy, włącznie z Wisła, która po prostu punktuje i w tym jej fenomen. Mam nadzieję, że Maaskant liczy się z tym iż z taką grą do Ligi Mistrzów jeszcze taka droga, jak z Olkusza na Biegun Południowy (Bez pomocy samolotu).
Swoją drogą, z kumplem doszliśmy do wniosku, że niedziela to dobry dzień na "Suchary". Naprawdę, człowiek zużywa najgorsze teksty jakie ma, i może się zresetować na poniedziałek.
Problem pojawia się jednak, kiedy już w poniedziałek narzucają mi się betony.
A propos dziś usłyszałem zajebisty, chamski dowcip, od prawdziwej kuźnicy czarnego, olkuskiego humoru czyli Bobka.
Ale o tym może już na privie : >
Nie oglądam Majewskiego, ale zrobie wyjatek by zobaczyć znów pariodę Stefana Niesiołowskiego.
A jutro kolejny dzień, mam nadzieję mniej stresujący.
Ps. Człowiek Suchar i Człowiek Skurwiel to moje hity na dziś.
Ps. 2 Pamietacie, jakie z nas były hiphopowe ziomy z 4 klasy podstawówki.
Macie tu dawnych wspomnień czar.
niedziela, 3 kwietnia 2011
Deklaracja.
Wczoraj świętowałem 18 urodziny. Dziękuję wszystkim za pamięć.
Dziś po meczu Wisełki składam deklarację.
MAJĄC 8 PKT PRZEWAGI BĘDZIEMY FRAJERAMI JAK NIE ZDOBĘDZIEMY MAJSTRA.
Cholera, no na dzień dzisiejszy tylko sama Wisła może sobie zagrozić.
JAK PRZEGRAMY LIGĘ, TO STAWIAM PÓŁ LITRA DLA ZNAJOMEGO KIBICA CRACOVII.
JAK WYGRAMY LIGĘ TO STAWIAM LITRA I ŚWIĘTUJEMY ;D
I zapraszam 30 maja na fetę mistrzowską. xD
Dziś po meczu Wisełki składam deklarację.
MAJĄC 8 PKT PRZEWAGI BĘDZIEMY FRAJERAMI JAK NIE ZDOBĘDZIEMY MAJSTRA.
Cholera, no na dzień dzisiejszy tylko sama Wisła może sobie zagrozić.
JAK PRZEGRAMY LIGĘ, TO STAWIAM PÓŁ LITRA DLA ZNAJOMEGO KIBICA CRACOVII.
JAK WYGRAMY LIGĘ TO STAWIAM LITRA I ŚWIĘTUJEMY ;D
I zapraszam 30 maja na fetę mistrzowską. xD
czwartek, 31 marca 2011
Coś dla pań.
Niektóre osoby są zawistne, albo po prostu są głupie i nie myślą. A może jedno i drugie ?
Dziś pewna rozmowa utkwiła mnie w przekonaniu, że...faceci są ślepi, a kobiety muszą knuć zamiast wyjaśnić sobie wszystko w cztery oczy. Naprawdę, przestaję pewne rzeczy ogarniać. Bo widzicie, zamiast wpieprzać się wszędzie, spiskować i wygadywać jakieś bzdety bez odrobiny taktu no to trzeba faktycznie oszaleć.
Najsmutniejsze jest to, że niektóre osoby po prostu są oceniane na podstawie jakieś dobrej ocenki czy Bóg wie czego. A gdyby tak wprowadzić taki przedmiot obowiązkowy jak moralność czy etyka, to dziś pewnie powtarzałyby klasę. Niestety tak to jest.
Bo właśnie co lubię u nas, facetów to to, że jak już mamy coś do siebie, to wyjaśniamy to sobie. I może posypią się kurwy, jebania i inne piękne słówka, ale efekt kiedyś przyjdzie. Może nie od razu.
Uwielbiamy was kobiety, ale czasami mogłybyście załatwiać pewne rzeczy po "męsku" : )
Na dziś utwór z morałem : Dziewczyny, nie kopcie dołków pod waszymi koleżankami :)
http://www.youtube.com/watch?v=aCyGvGEtOwc
Ps. Nie, nie słucham Paramore, szukałem tylko odpowiedniego utworu.
Ps 2. Jutro 1 Kwietnia. ! Szykujmy nasze kreatywne pomysły.
Dziś pewna rozmowa utkwiła mnie w przekonaniu, że...faceci są ślepi, a kobiety muszą knuć zamiast wyjaśnić sobie wszystko w cztery oczy. Naprawdę, przestaję pewne rzeczy ogarniać. Bo widzicie, zamiast wpieprzać się wszędzie, spiskować i wygadywać jakieś bzdety bez odrobiny taktu no to trzeba faktycznie oszaleć.
Najsmutniejsze jest to, że niektóre osoby po prostu są oceniane na podstawie jakieś dobrej ocenki czy Bóg wie czego. A gdyby tak wprowadzić taki przedmiot obowiązkowy jak moralność czy etyka, to dziś pewnie powtarzałyby klasę. Niestety tak to jest.
Bo właśnie co lubię u nas, facetów to to, że jak już mamy coś do siebie, to wyjaśniamy to sobie. I może posypią się kurwy, jebania i inne piękne słówka, ale efekt kiedyś przyjdzie. Może nie od razu.
Uwielbiamy was kobiety, ale czasami mogłybyście załatwiać pewne rzeczy po "męsku" : )
Na dziś utwór z morałem : Dziewczyny, nie kopcie dołków pod waszymi koleżankami :)
http://www.youtube.com/watch?v=aCyGvGEtOwc
Ps. Nie, nie słucham Paramore, szukałem tylko odpowiedniego utworu.
Ps 2. Jutro 1 Kwietnia. ! Szykujmy nasze kreatywne pomysły.
środa, 30 marca 2011
Czas z tym skończyć.
Za nieco ponad tydzień Rocznica Katastrofy Smoleńskiej. Bez wątpienia to było dramatyczne wydarzenie, które trzeba uwiecznić. Jednakże...
W ostatnim czasie pojawiły się kilka komentarzy (kolejnych) na ten temat. Warto tutaj przytoczyć ostatnie słowa A. Małysza, który nie rozumie, dlaczego J.Kaczyński kładzie znicze i kwiaty pod pałacem, skoro ś.p. Lech Kaczyński jest pochowany na Wawelu.
Pełna zgoda,
Jednocześnie J.Kaczyński zripostował, że Małysz zna się na nartach, a nie polityce. Wiecie do czego dążę ? Niestety, Prezes tym samym potwierdził smutną prawdę. Tu już nie chodzi o pamięć za brata, to jest po prostu polityka. Piszę to jako człowiek, który miał nadzieję jeszcze rok temu, że po wyborach prezydenckich w końcu powstanie realna opozycja do rządów PO ( katastrofalnych swoją drogą.) Niestety ostatnie miesiące tylko utwierdziły panującą stagnację na rynku politycznym. Smutne to, ale prawdziwe.
Dziś nawet Kardynał Nycz stwierdził : Koniec z żałobą ! I myślę, że jest w tym dużo prawdy. Bo tak naprawdę trudno mi się wypowiadać skoro w Smoleńsku nie zginął z mojej rodziny. Jestem przekonany, że jeszcze sporo rodzin będzie prawdopodobnie do końca życia przeżywać tą tragedię.
Ale po cholerę robić z tego cały czas politykę. To fakt, trzeba wyjaśnić to co się stało, ale patrzmy też konstruktywnie w przyszłość.
Pozwolę sobie tutaj fragment jednej z książek. Otóż w książce brata Rafała pt. "Ale faza" padło hasło : "Nie rozpaczaj nad tym co się stało, tego już nie cofniesz, pomyśl za to co zrobić żeby ta sytuacja się nie powtórzyła." ( To było jakoś tak.)
I tutaj już uciekam od tego Smoleńska. Puenta. Lepiej przestać się zamartwiać czymś co się wydarzyło. Starajmy się to naprawić. Oszukaliśmy, zraniliśmy kogoś ? Naprawmy to. I nie składajmy broni od razu. Chociaż spróbujmy.
A na dzisiejszy wieczór, proponuję film "Siedem Dusz".
Ps. Być może dziś mnie naszło na taki wpis, bo cały czas boli mnie okropnie głowa. A może po prostu wyrażam tylko kolejny raz głos większości Polaków. Sam już nie wiem.
W ostatnim czasie pojawiły się kilka komentarzy (kolejnych) na ten temat. Warto tutaj przytoczyć ostatnie słowa A. Małysza, który nie rozumie, dlaczego J.Kaczyński kładzie znicze i kwiaty pod pałacem, skoro ś.p. Lech Kaczyński jest pochowany na Wawelu.
Pełna zgoda,
Jednocześnie J.Kaczyński zripostował, że Małysz zna się na nartach, a nie polityce. Wiecie do czego dążę ? Niestety, Prezes tym samym potwierdził smutną prawdę. Tu już nie chodzi o pamięć za brata, to jest po prostu polityka. Piszę to jako człowiek, który miał nadzieję jeszcze rok temu, że po wyborach prezydenckich w końcu powstanie realna opozycja do rządów PO ( katastrofalnych swoją drogą.) Niestety ostatnie miesiące tylko utwierdziły panującą stagnację na rynku politycznym. Smutne to, ale prawdziwe.
Dziś nawet Kardynał Nycz stwierdził : Koniec z żałobą ! I myślę, że jest w tym dużo prawdy. Bo tak naprawdę trudno mi się wypowiadać skoro w Smoleńsku nie zginął z mojej rodziny. Jestem przekonany, że jeszcze sporo rodzin będzie prawdopodobnie do końca życia przeżywać tą tragedię.
Ale po cholerę robić z tego cały czas politykę. To fakt, trzeba wyjaśnić to co się stało, ale patrzmy też konstruktywnie w przyszłość.
Pozwolę sobie tutaj fragment jednej z książek. Otóż w książce brata Rafała pt. "Ale faza" padło hasło : "Nie rozpaczaj nad tym co się stało, tego już nie cofniesz, pomyśl za to co zrobić żeby ta sytuacja się nie powtórzyła." ( To było jakoś tak.)
I tutaj już uciekam od tego Smoleńska. Puenta. Lepiej przestać się zamartwiać czymś co się wydarzyło. Starajmy się to naprawić. Oszukaliśmy, zraniliśmy kogoś ? Naprawmy to. I nie składajmy broni od razu. Chociaż spróbujmy.
A na dzisiejszy wieczór, proponuję film "Siedem Dusz".
Ps. Być może dziś mnie naszło na taki wpis, bo cały czas boli mnie okropnie głowa. A może po prostu wyrażam tylko kolejny raz głos większości Polaków. Sam już nie wiem.
poniedziałek, 28 marca 2011
Żenujące obrazki dzisiejszego dnia.
Zacznę od króciutkiej informacji :
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/koniec-zelaznej-julii-sld-atakuje-spotem-w-sieci,1,4224328,wiadomosc.html
Nareszcie punktuje się ludzi, którzy siedzą na stołkach, nic nie robią, a kasę zgarniają.
Nie, nie jestem fanem żadnej frakcji, ale denerwuje mnie jak ktoś zbiera kasę za nic i jeszcze stara sie wszystkim udowadniać ile to nie robi. No bez żartów.
Ostatnio nie pisałem, bo mi się nie chciało. Obecnie zachwycam się Dostojewskim i uważam że literat z niego był kapitalny.
Krótkie pytanie dla was : Czy "film" jest sztuką ? Pytam, ponieważ (UWAGA UWAGA) według pewnego nauczyciela od polskiego niestety to nie jest sztuka. Tak samo jak muzyka. No cholera, nawet słownik mówi co innego. Wszelkie arcydzieła, Oskary, piosenki, Chopin - oni wszyscy nie są ARTYSTAMI. Dziś właśnie po raz kolejny niektórzy dostali porządnego liścia prosto w twarz.
Btw. jak słyszę, że inna pewna "wybitna" polonistka robi doktorat to...wtedy tracę wiarę.
Nie będę komentował kapitalnego występu polskiej reprezentacji. Włączę sobie jutro drugą część tego piłkarskiego kabaretu i wtedy coś nowego napiszę.
Nie mam czasu na głębokie teksty, wystarczy, że ostatnio z kumplem dyskutowaliśmy na temat sensu życia.
Wiem jedno, sensem życia nie jest na pewno śmierć. Dlaczego ? Bo zamiast kurwa użalać się, że nadejdzie śmierć i nam wszystko zabierze to lepiej wziąć się do roboty i zrobić coś z czego będziemy dumni. Naprawdę irytują mnie takie smuty.
Ps. Do pewnej osoby. Nie obraziłem się, wyrażam swoje poglądy. Mam prawo się z kimś nie zgadzać. I kropka.
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/koniec-zelaznej-julii-sld-atakuje-spotem-w-sieci,1,4224328,wiadomosc.html
Nareszcie punktuje się ludzi, którzy siedzą na stołkach, nic nie robią, a kasę zgarniają.
Nie, nie jestem fanem żadnej frakcji, ale denerwuje mnie jak ktoś zbiera kasę za nic i jeszcze stara sie wszystkim udowadniać ile to nie robi. No bez żartów.
Ostatnio nie pisałem, bo mi się nie chciało. Obecnie zachwycam się Dostojewskim i uważam że literat z niego był kapitalny.
Krótkie pytanie dla was : Czy "film" jest sztuką ? Pytam, ponieważ (UWAGA UWAGA) według pewnego nauczyciela od polskiego niestety to nie jest sztuka. Tak samo jak muzyka. No cholera, nawet słownik mówi co innego. Wszelkie arcydzieła, Oskary, piosenki, Chopin - oni wszyscy nie są ARTYSTAMI. Dziś właśnie po raz kolejny niektórzy dostali porządnego liścia prosto w twarz.
Btw. jak słyszę, że inna pewna "wybitna" polonistka robi doktorat to...wtedy tracę wiarę.
Nie będę komentował kapitalnego występu polskiej reprezentacji. Włączę sobie jutro drugą część tego piłkarskiego kabaretu i wtedy coś nowego napiszę.
Nie mam czasu na głębokie teksty, wystarczy, że ostatnio z kumplem dyskutowaliśmy na temat sensu życia.
Wiem jedno, sensem życia nie jest na pewno śmierć. Dlaczego ? Bo zamiast kurwa użalać się, że nadejdzie śmierć i nam wszystko zabierze to lepiej wziąć się do roboty i zrobić coś z czego będziemy dumni. Naprawdę irytują mnie takie smuty.
Ps. Do pewnej osoby. Nie obraziłem się, wyrażam swoje poglądy. Mam prawo się z kimś nie zgadzać. I kropka.
wtorek, 22 marca 2011
Igły, samochody i pomoc.
Ok, dzisiejszy dzień spędziłem w jakże dwóch wspaniałych miejscach. Najpierw szkole, gdzie ponownie z każdą lekcję zadawałem sobie to pytanie : Po co tu siedzę ? A potem w przychodni. A tam dopiero było ciekawie.
Kolejka do szczepienia niczym w sklepach w czasach PRL. Może przesadzam, a może po prostu dawno nie byłem u lekarza. W każdym bądz razie kiedy przyszła moja kolej, lekarz zadał mi to pasjonujące pytanie : Jak się czujesz ? No cóz, gdyby to był psycholog to podejrzewam, że następny w kolejce trochę by sobie poczekał. Ale na szczęście nie musiałem dyskutować z lekarzem, choć już na wstepie wymienilismy jakies dziwne uwagi.
Ja jestem przekonany że ostatni raz u lekarza byłem co najmniej 4 lata temu, i podejrzewam, że gdyby nie szczepionka to pewnie przez następne 4 lata bym się nie pojawił. On twierdził, że byłem 2 lata temu O_o
Czyżbym dostawał pierwszych objawów Alzheimera ? Nie będę się w to wglębiał.
Nienawidzę igieł, nienawidzę igieł, ale dziś muszę powiedzieć, że to co mi wbili to nie była igła, a raczej igiełka. Ojciec mi powiedział, że za jego czasów igły oj były dużo grubsze. Jestem skłonny mu uwierzyć. W każdym bądź razie ręka trochę boli, ja czuję to wspaniałe uczucie, kiedy podany specyfik powoduje jakieś skutki uboczne. No to w takim razie na do widzenia powiedziałem : "Do widzenia, mam nadzieję, że nie będę miał potrzeby aby prędko tu zawitać."
Kolejna część dnia, to pierwsze wykłady z prawa jazdy. Nooo...powiem tyle. Było fajnie, ale jak będę za kierownicą...myślę, że póki co nie warto się nad tym zastanawiać. : D
Zbliża się 1 kwietnia, a ja mam ochotę na jakiś dobry numer. Może jakiś kawał grupowy ? Byłoby to dość orginalne. Tylko trzeba to jakoś zorganizować.
PS. Nie wiem dlaczego niektórzy zachowują się totalnie anty na wszystko. Proponowałbym im obejrzeć film "Jestem na tak". Ludzie ! Nawet nie wiecie jak bardzo może irytować nadmierne używanie słowa : "nie".
Ps. 2. Są ludzie, którzy dla bycia liderem w swojej dziedzinie prędzej sie potną niż pomogą innym. W końcu liczy się własny interes, gdzie tam inni. Wyścig szczurów dla niektórych rozpoczyna się szybciej niż prawdziwe życie.
Ps. 3 A skoro mowa o pomocy, jeśli widzisz leżącego na ulicy, kogoś kto ma problem, jakiś wypadek, to zrób coś. Nie odwracaj się plecami. Czasami świadome olewanie takich sytuacji jest gorsze od samego ich spowodowania. Ja dziś pomogłem i nie żałuję.
Kolejka do szczepienia niczym w sklepach w czasach PRL. Może przesadzam, a może po prostu dawno nie byłem u lekarza. W każdym bądz razie kiedy przyszła moja kolej, lekarz zadał mi to pasjonujące pytanie : Jak się czujesz ? No cóz, gdyby to był psycholog to podejrzewam, że następny w kolejce trochę by sobie poczekał. Ale na szczęście nie musiałem dyskutować z lekarzem, choć już na wstepie wymienilismy jakies dziwne uwagi.
Ja jestem przekonany że ostatni raz u lekarza byłem co najmniej 4 lata temu, i podejrzewam, że gdyby nie szczepionka to pewnie przez następne 4 lata bym się nie pojawił. On twierdził, że byłem 2 lata temu O_o
Czyżbym dostawał pierwszych objawów Alzheimera ? Nie będę się w to wglębiał.
Nienawidzę igieł, nienawidzę igieł, ale dziś muszę powiedzieć, że to co mi wbili to nie była igła, a raczej igiełka. Ojciec mi powiedział, że za jego czasów igły oj były dużo grubsze. Jestem skłonny mu uwierzyć. W każdym bądź razie ręka trochę boli, ja czuję to wspaniałe uczucie, kiedy podany specyfik powoduje jakieś skutki uboczne. No to w takim razie na do widzenia powiedziałem : "Do widzenia, mam nadzieję, że nie będę miał potrzeby aby prędko tu zawitać."
Kolejna część dnia, to pierwsze wykłady z prawa jazdy. Nooo...powiem tyle. Było fajnie, ale jak będę za kierownicą...myślę, że póki co nie warto się nad tym zastanawiać. : D
Zbliża się 1 kwietnia, a ja mam ochotę na jakiś dobry numer. Może jakiś kawał grupowy ? Byłoby to dość orginalne. Tylko trzeba to jakoś zorganizować.
PS. Nie wiem dlaczego niektórzy zachowują się totalnie anty na wszystko. Proponowałbym im obejrzeć film "Jestem na tak". Ludzie ! Nawet nie wiecie jak bardzo może irytować nadmierne używanie słowa : "nie".
Ps. 2. Są ludzie, którzy dla bycia liderem w swojej dziedzinie prędzej sie potną niż pomogą innym. W końcu liczy się własny interes, gdzie tam inni. Wyścig szczurów dla niektórych rozpoczyna się szybciej niż prawdziwe życie.
Ps. 3 A skoro mowa o pomocy, jeśli widzisz leżącego na ulicy, kogoś kto ma problem, jakiś wypadek, to zrób coś. Nie odwracaj się plecami. Czasami świadome olewanie takich sytuacji jest gorsze od samego ich spowodowania. Ja dziś pomogłem i nie żałuję.
niedziela, 20 marca 2011
Idol
Dziś zakończył się pewien etap w moim życiu. Naprawdę, możecie w to wierzyć lub nie, ale coś się skończyło.
Karierę zakończył Adam Małysz.
Powiem krótko, na Adamie się wychowałem. To od niego zaczynałem moją pasję jaką jest sport. To Adam Małysz był moim wielkim idolem, to na niego z niecierpliwością czekałem przez cały tydzień. Był jak rosół w niedzielę, skoki z kolei były obowiązkowym punktem w każdy zimowy weekend. Będzie tego brakowało, tej Małyszomanii.
Bo Adam to nie tylko wybitny sportowiec, to ktoś niewyobrażalny. Człowiek tak szczery, tak przyjacielski, pracowity. Epitetów jest mnóstwo. To prawdziwy fenomen socjologiczny, istny ideał, odzwierciedlenie wszystkiego co dobre w polskim sporcie. Postać, która niczym wspomniany dwa dni temu przeze mnie bokser, podniosła sie niejednokrotnie. Na drugiego takiego sportowca poczekamy z pewnością długie lata.
Robert Mateja dziś nie wytrzymał, rozpłakał się, i ja mu się nie dziwię, samemu kręciła się dziś łezka w oku.
Widok Ammanna i Hilde, hołd złożony przez innych skoczków - coś niesamowitego. To pokazuje, jak wszyscy Adama lubią, że skoki to po prostu sport pod hasłem : Zdrowa rywalizacja. Za tydzień zapowiadają się niesamowita zabawa podczas benefisu naszego Orła. Wszyscy skoczkowie powtarzają, że zaproszenie od Adama to dla nich zaszczyt. Dla nich Adam to również legenda.
Mówcie co chcecie, ja swoim wnukom będę opowiadał o Małyszu. Bo jest o kim.
Karierę zakończył Adam Małysz.
Powiem krótko, na Adamie się wychowałem. To od niego zaczynałem moją pasję jaką jest sport. To Adam Małysz był moim wielkim idolem, to na niego z niecierpliwością czekałem przez cały tydzień. Był jak rosół w niedzielę, skoki z kolei były obowiązkowym punktem w każdy zimowy weekend. Będzie tego brakowało, tej Małyszomanii.
Bo Adam to nie tylko wybitny sportowiec, to ktoś niewyobrażalny. Człowiek tak szczery, tak przyjacielski, pracowity. Epitetów jest mnóstwo. To prawdziwy fenomen socjologiczny, istny ideał, odzwierciedlenie wszystkiego co dobre w polskim sporcie. Postać, która niczym wspomniany dwa dni temu przeze mnie bokser, podniosła sie niejednokrotnie. Na drugiego takiego sportowca poczekamy z pewnością długie lata.
Robert Mateja dziś nie wytrzymał, rozpłakał się, i ja mu się nie dziwię, samemu kręciła się dziś łezka w oku.
Widok Ammanna i Hilde, hołd złożony przez innych skoczków - coś niesamowitego. To pokazuje, jak wszyscy Adama lubią, że skoki to po prostu sport pod hasłem : Zdrowa rywalizacja. Za tydzień zapowiadają się niesamowita zabawa podczas benefisu naszego Orła. Wszyscy skoczkowie powtarzają, że zaproszenie od Adama to dla nich zaszczyt. Dla nich Adam to również legenda.
Mówcie co chcecie, ja swoim wnukom będę opowiadał o Małyszu. Bo jest o kim.
sobota, 19 marca 2011
Arcyciekawa sobota.
Dziś trochę lżej. Ostatnie godziny uświadomiły mnie w kilku sprawach.
Primo :
Nie ma nic bardziej demotywującego od oglądania dwóch meczów Ekstraklasy z rzędu ! Cisną mi się na usta same wulgarne epitety, żeby to określić. Żenada, żenada, żenada...itd. Wyobrazcie sobie, że od dzisiejszych dotychczasowych meczów ciekawsze jest oglądanie obrazu kontrolnego emitowanego nad ranem w TVP.
Ooo...zaskoczenie, właśnie padła bramka. No nic.
Secundo :
Człowiek czasami ma ochotę wykorzystać nadmiar swojej energii na coś więcej niż siedzenie przed kompem. Właśnie mam taki stan, że czuję w sobie energię na pokonanie kilkukilometrowego maratonu. Niestety, pogoda jak zwykle wspaniałomyślna w takich sytuacjach, demotywuje. Znowu jest po prostu do dupy.
Tertio :
Sobotnie wieczory i niedzielne zresztą też to czas na kolejną dawkę SUPER SZOŁÓW zaserwowanych nam przez telewizje. Znowu będą kastingi, znowu będą emocje, znowu będzie patos, będzie płacz, dramaty, wzruszenia, reklamy, i to napięcie co powie Jury.
Choć to akurat można przewidzieć. :
"Gdzie ty byłes jak Cb nie było"
"Właśnie Cb szukamy"
"Jesteś, powiem to prosto z mostu, zajebisty."
"Wzruszyłeś mnie."
"Musimy się pożegnać...i zapraszamy do kolejnego etapu."
"Dlaczego dopiero teraz Cie odkrywamy ?"
"Rozłożyłeś mnie na łopatki."
"Masz talent."
"Już Cie Kocham."
"Nie moge sie doczekać, gdy zobacze twoją płytę."
"Trzy razy tak !".
I oczywiście mnóstwo ludzi śpiewających "Dziwny jest ten świat" (Żeby nie było, nie mam nic do tej piosenki. Jest świetna.)
Quatro :
Nie chce mi sie komentować kolejnej wpadki i żenujących tłumaczeń security pana Prezydenta. Błąd to błąd i sorry i ma tu usprawiedliwienia na to.
Z kolei PJN jeszcze sie na dobre nie rozkręciło a już są usunięcia. Brawo ! Zobaczymy co będzie dalej ;)
I na koniec anegdota. Kuzynka mojego kumpla, zwolenniczka liberalizmu we wszelkich postaciach, i generalnie niechętna kościołowi, pewnego dnia marudziła oglądając tv i wiadomości :
"Doprawdy nie wiem. Rząd nic nie robi, tylko walczy z jakimiś głupimi dopalaczami. Mamy długi, w przychodniach ludzie nie mogą doprosić się o sprawiedliwe traktowanie, a kobieta czekała ostatnio w urzędzie na pismo z gminy 2 miesiące, by dowiedzieć się, że nie może tu podjąć działalności bo jest zarejestrowana gdzieś indziej. No i jeszcze ten prezydent i wpadki...
Puenta kolegi ? : "No cóż...taki sobie kraj wybrałaś w wyborach, wiec czemu nagle narzekasz ?."
Boskie, krótkie, konkretne.
Dziękuję i dobranoc.
Primo :
Nie ma nic bardziej demotywującego od oglądania dwóch meczów Ekstraklasy z rzędu ! Cisną mi się na usta same wulgarne epitety, żeby to określić. Żenada, żenada, żenada...itd. Wyobrazcie sobie, że od dzisiejszych dotychczasowych meczów ciekawsze jest oglądanie obrazu kontrolnego emitowanego nad ranem w TVP.
Ooo...zaskoczenie, właśnie padła bramka. No nic.
Secundo :
Człowiek czasami ma ochotę wykorzystać nadmiar swojej energii na coś więcej niż siedzenie przed kompem. Właśnie mam taki stan, że czuję w sobie energię na pokonanie kilkukilometrowego maratonu. Niestety, pogoda jak zwykle wspaniałomyślna w takich sytuacjach, demotywuje. Znowu jest po prostu do dupy.
Tertio :
Sobotnie wieczory i niedzielne zresztą też to czas na kolejną dawkę SUPER SZOŁÓW zaserwowanych nam przez telewizje. Znowu będą kastingi, znowu będą emocje, znowu będzie patos, będzie płacz, dramaty, wzruszenia, reklamy, i to napięcie co powie Jury.
Choć to akurat można przewidzieć. :
"Gdzie ty byłes jak Cb nie było"
"Właśnie Cb szukamy"
"Jesteś, powiem to prosto z mostu, zajebisty."
"Wzruszyłeś mnie."
"Musimy się pożegnać...i zapraszamy do kolejnego etapu."
"Dlaczego dopiero teraz Cie odkrywamy ?"
"Rozłożyłeś mnie na łopatki."
"Masz talent."
"Już Cie Kocham."
"Nie moge sie doczekać, gdy zobacze twoją płytę."
"Trzy razy tak !".
I oczywiście mnóstwo ludzi śpiewających "Dziwny jest ten świat" (Żeby nie było, nie mam nic do tej piosenki. Jest świetna.)
Quatro :
Nie chce mi sie komentować kolejnej wpadki i żenujących tłumaczeń security pana Prezydenta. Błąd to błąd i sorry i ma tu usprawiedliwienia na to.
Z kolei PJN jeszcze sie na dobre nie rozkręciło a już są usunięcia. Brawo ! Zobaczymy co będzie dalej ;)
I na koniec anegdota. Kuzynka mojego kumpla, zwolenniczka liberalizmu we wszelkich postaciach, i generalnie niechętna kościołowi, pewnego dnia marudziła oglądając tv i wiadomości :
"Doprawdy nie wiem. Rząd nic nie robi, tylko walczy z jakimiś głupimi dopalaczami. Mamy długi, w przychodniach ludzie nie mogą doprosić się o sprawiedliwe traktowanie, a kobieta czekała ostatnio w urzędzie na pismo z gminy 2 miesiące, by dowiedzieć się, że nie może tu podjąć działalności bo jest zarejestrowana gdzieś indziej. No i jeszcze ten prezydent i wpadki...
Puenta kolegi ? : "No cóż...taki sobie kraj wybrałaś w wyborach, wiec czemu nagle narzekasz ?."
Boskie, krótkie, konkretne.
Dziękuję i dobranoc.
piątek, 18 marca 2011
Raz...dwa...trzy...nokaut ?
Pozwólcie, że w tym poście posłużę się moim ulubionym sportowym motywem.
Nie zaliczę tego dnia do najbardziej udanych. Powiem więcej, jak na początek weekendu nie wygląda to aż tak optymistycznie ale nie będą tu w prosty sposób użalał się nad sobą. Spróbuję ostatnie godziny porównać do pewnej i sytuacji. A na koniec puenta.
Wyobraźmy sobie sportowca, konkretnie boksera, przed którym zbliża się walka. Przeciwnik nie wydaje się wymagający, to po prostu kolejny, "jeden z wielu". Czy bokser wyczuwa jakiś respekt ? Może tak, a może nie. Za oknem dalej szaro i buro, więc możemy założyć, że nasz bohater będzie walczył w hali pełnej kibiców przeciwnika. Zadanie utrudnione. Z sędziami także ma nie po drodze.
Zaczyna się 1 runda. Trwają tzw. "sportowe szachy". Nie do końca wiadomo co rywal zrobi. Potem następuje 2 runda...3...4...i 5. Sportowiec utrzymuje się na bezpiecznej pozycji, nie ma problemów. Trochę się rozluznia, robi o jeden niepotrzebny krok za dużo. I wtedy staje się...
BACH ! Cios spada na niego jak groch z jasnego nieba. Choć robi dobrą minę do złej gry, to czuje gdzieś tam, że właśnie został oszołomiony. Publika się cieszy, coś jest nie tak. Rywal triumfuje.
Przerwa. Trener daje jakieś wskazówki, pociesza ale to na nic. Bokser czuje coś czego już dawno nie doświadczył. Ostatnim razem przy takim ciosie padł od razu, został znokautowany. Dziś jest już na tyle rutynowany, że wie jak sobie poradzić. Wstaje, powraca.
Kolejna runda spokojna. W 7 można nawet powiedzieć, że przejmuje inicjatywę, czuje się pewnie...
W 8 jest kapitalnie ! Ciosy jakie zadaję zmuszają przeciwnika do obrony. Ale w 9 rundzie następuje coś czego sie nasz bohater nie spodziewał...
Nie wiadomo jakim sposobem dostaje w szczękę prawym prostym. Cios banalny a jednak boli. Wracamy do sytuacji sprzed paru rund. Bokser nie chce się poddać, ale wie, że jeszcze jeden taki cios i może być już po walce. A wtedy...kompromitacja, żenada, nikt nie będzie chciał z nim już się mierzyć. Przyjdą inni, lepsi.
W 11 rundzie znowu wraca stary dobry pięściarz. Serwuje przeciwnika mocnymi sierpowymi. Są energiczne. Najwyrazniej znowu chce przejąć inicjatywę.
I wreszcie...Runda 12...Bokser czuje, że czas upływa. Musi jeszcze trochę zaatakować. Zapomina znowu o tyłach...
Bach ! Mocne uderzenie, tym razem nie pokrył się przed prawym sierpowym, był tak zapatrzony w atak, że zapomniał iż w sporcie liczy się też dobra asekuracja...
Pada...Znowu jest na deskach. Czuje, że publika szaleje. Sam nie wie czy to koniec, czy raczej dopiero kolejny etap. Bo jeśli teraz wstanie to co ? Co mu to da ? Sędziowie i tak pewnie dadzą wygraną przeciwnikowi. A on ? Co zrobi poza boksem ? Czy jeszcze dostanie kiedyś szanse ? Jak długo będzie tkwił w takim głupim, jakże bezsensownym "Co by było gdyby ?" Chciał dobrze, ale nie wyszło. Znowu...
Wiecie co, ważne jest aby wstał. Tak naprawdę każdy z nas ma takie momenty, że czuje że dostał mocno po ryju, dupie, i innych częściach ciała. Cierpią na tym narządy i psychika. A jednak, warto się podnieść po takim bólu, bo co nam może dać załamywanie się. Żadnego szacunku. żadnej odwagi, żadnego celu. To jest koło zamknięte. Więc podnoś się niczym bokser na deskach. Przegrasz ? Trudno, widocznie nie twoja kolej, staraj się przeanalizować co zrobiłeś źle, i potraktuj to jako motywację na raz następny. Człowiek uczy się na błędach. Czasami podnieść się po porażce tzn. odnieść większy sukces niż wygrać po łatwej walce. Za trudne ? A kto powiedział, że to wszystko ma być banalnie proste ?
No właśnie, ja wybrałem. Wstaję. Szkoda czasu, nerwów, czasu, czasu... Nie ma zamiaru zamykać się w pokoju i tworzyć własny świat. Za to można zrobić masę innych rzeczy. A to poczucie ( Co by było gdyby ?) Pewnie gdzieś tam jeszcze jest.
Może zniknie, może trudno. Ale na to już wpływu nie mam.
Ps. Idę coś zrobić ze sobą. W końcu piątek, nie ?
Ps.2 Z innej beczki. Mam wrażenie, że koncerty Juwenaliowe zamieniają się w koncerty dla hot 13. Z jednej strony Kult (zajebista sprawa) a z drugiej...kamil bednarek (małe litery celowo). Co to ma być ?!
Ps. 3 Mój kolega, Rom uświadomił mi dlaczego koncert jest tak późno - 21 V (Rok temu było jakieś 2 tyg. wcześniej). Widocznie organizatorzy chcieli zadbać by Kamil zdał maturę. Jakie urocze. :)
Ps. 4 Zbyt poważnie ? Trudno, widocznie dziś mam taki dzień na refleksje :P
Nie zaliczę tego dnia do najbardziej udanych. Powiem więcej, jak na początek weekendu nie wygląda to aż tak optymistycznie ale nie będą tu w prosty sposób użalał się nad sobą. Spróbuję ostatnie godziny porównać do pewnej i sytuacji. A na koniec puenta.
Wyobraźmy sobie sportowca, konkretnie boksera, przed którym zbliża się walka. Przeciwnik nie wydaje się wymagający, to po prostu kolejny, "jeden z wielu". Czy bokser wyczuwa jakiś respekt ? Może tak, a może nie. Za oknem dalej szaro i buro, więc możemy założyć, że nasz bohater będzie walczył w hali pełnej kibiców przeciwnika. Zadanie utrudnione. Z sędziami także ma nie po drodze.
Zaczyna się 1 runda. Trwają tzw. "sportowe szachy". Nie do końca wiadomo co rywal zrobi. Potem następuje 2 runda...3...4...i 5. Sportowiec utrzymuje się na bezpiecznej pozycji, nie ma problemów. Trochę się rozluznia, robi o jeden niepotrzebny krok za dużo. I wtedy staje się...
BACH ! Cios spada na niego jak groch z jasnego nieba. Choć robi dobrą minę do złej gry, to czuje gdzieś tam, że właśnie został oszołomiony. Publika się cieszy, coś jest nie tak. Rywal triumfuje.
Przerwa. Trener daje jakieś wskazówki, pociesza ale to na nic. Bokser czuje coś czego już dawno nie doświadczył. Ostatnim razem przy takim ciosie padł od razu, został znokautowany. Dziś jest już na tyle rutynowany, że wie jak sobie poradzić. Wstaje, powraca.
Kolejna runda spokojna. W 7 można nawet powiedzieć, że przejmuje inicjatywę, czuje się pewnie...
W 8 jest kapitalnie ! Ciosy jakie zadaję zmuszają przeciwnika do obrony. Ale w 9 rundzie następuje coś czego sie nasz bohater nie spodziewał...
Nie wiadomo jakim sposobem dostaje w szczękę prawym prostym. Cios banalny a jednak boli. Wracamy do sytuacji sprzed paru rund. Bokser nie chce się poddać, ale wie, że jeszcze jeden taki cios i może być już po walce. A wtedy...kompromitacja, żenada, nikt nie będzie chciał z nim już się mierzyć. Przyjdą inni, lepsi.
W 11 rundzie znowu wraca stary dobry pięściarz. Serwuje przeciwnika mocnymi sierpowymi. Są energiczne. Najwyrazniej znowu chce przejąć inicjatywę.
I wreszcie...Runda 12...Bokser czuje, że czas upływa. Musi jeszcze trochę zaatakować. Zapomina znowu o tyłach...
Bach ! Mocne uderzenie, tym razem nie pokrył się przed prawym sierpowym, był tak zapatrzony w atak, że zapomniał iż w sporcie liczy się też dobra asekuracja...
Pada...Znowu jest na deskach. Czuje, że publika szaleje. Sam nie wie czy to koniec, czy raczej dopiero kolejny etap. Bo jeśli teraz wstanie to co ? Co mu to da ? Sędziowie i tak pewnie dadzą wygraną przeciwnikowi. A on ? Co zrobi poza boksem ? Czy jeszcze dostanie kiedyś szanse ? Jak długo będzie tkwił w takim głupim, jakże bezsensownym "Co by było gdyby ?" Chciał dobrze, ale nie wyszło. Znowu...
Wiecie co, ważne jest aby wstał. Tak naprawdę każdy z nas ma takie momenty, że czuje że dostał mocno po ryju, dupie, i innych częściach ciała. Cierpią na tym narządy i psychika. A jednak, warto się podnieść po takim bólu, bo co nam może dać załamywanie się. Żadnego szacunku. żadnej odwagi, żadnego celu. To jest koło zamknięte. Więc podnoś się niczym bokser na deskach. Przegrasz ? Trudno, widocznie nie twoja kolej, staraj się przeanalizować co zrobiłeś źle, i potraktuj to jako motywację na raz następny. Człowiek uczy się na błędach. Czasami podnieść się po porażce tzn. odnieść większy sukces niż wygrać po łatwej walce. Za trudne ? A kto powiedział, że to wszystko ma być banalnie proste ?
No właśnie, ja wybrałem. Wstaję. Szkoda czasu, nerwów, czasu, czasu... Nie ma zamiaru zamykać się w pokoju i tworzyć własny świat. Za to można zrobić masę innych rzeczy. A to poczucie ( Co by było gdyby ?) Pewnie gdzieś tam jeszcze jest.
Może zniknie, może trudno. Ale na to już wpływu nie mam.
Ps. Idę coś zrobić ze sobą. W końcu piątek, nie ?
Ps.2 Z innej beczki. Mam wrażenie, że koncerty Juwenaliowe zamieniają się w koncerty dla hot 13. Z jednej strony Kult (zajebista sprawa) a z drugiej...kamil bednarek (małe litery celowo). Co to ma być ?!
Ps. 3 Mój kolega, Rom uświadomił mi dlaczego koncert jest tak późno - 21 V (Rok temu było jakieś 2 tyg. wcześniej). Widocznie organizatorzy chcieli zadbać by Kamil zdał maturę. Jakie urocze. :)
Ps. 4 Zbyt poważnie ? Trudno, widocznie dziś mam taki dzień na refleksje :P
czwartek, 17 marca 2011
No to zaczynamy.
Pierwszy post nie będzie miał konkretnej tematyki. Wybaczcie ale nie mam również zamiaru się przedstawiać zbytnio. Bloga założyłem za namową kumpla, znajomego Roma, który również zaczął się w to bawić.
Nie będę mówił, że myślałem o tym od dłuższego czasu bo z pewnością byłoby to kłamstwo z mojej strony.
Jeszcze nie wiem o czym będę pisał. Może o polityce, może o sporcie, a może po prostu spontanicznie wpadnę na jakiś temat. Krótko mówiąc powstanie z tego prawdziwy miszmasz. Nie chcę jednak tutaj komentarzy w stylu : "Kolejny blog o niczym". Gdyby był o niczym to prawdopodobnie codziennie pojawiałyby się puste posty lub dziwne dywagacje co robiłem w trakcie dnia godzina po godzinie i puentą "Lubie to.". Sorry, ja piszę to co chcę. Masz ochotę na inny temat ? Proszę bardzo, załóż swojego bloga ;)
Za oknem szaro, buro, deszczowo, nudno, wiec ani tu wyjść gdzieś, ani pobiegać, ani nawet wyskoczyć na jakieś piwko (choć to akurat staram się ostatnio ograniczać). Bezsensowne siedzenia na komputerze zmusza więc do robienia czegoś innego.
Nie mam żadnego fejsa, nkeya (usunąłem), fotki, epcia etc. Podejrzewam, że o promocję będzie więc bardzo trudno. Ale z drugiej strony...reklama na takich portalach ? Po co ? Wystarczy że znam osobę reklamującą wydanie "nielegalnej płyty" na naszej-klasie.
Na razie więc np. fejsik nie jest potrzebny. Czy kiedyś będzie ? Może, jednak wizja braku możliwości usunięcia mnie przeraża, chociaż z drugiej strony jak powiedział to mi pewien dziennikarz radiowy widocznie " Facebook daje nam nieśmiertelność".
Dlaczego Czwarty Bliźniak ? No cóż, od pierwszej klasy gimnazjum niektórzy kojarzą mnie jako "Kaczyńskiego". Skoro jednak łatka "trzeciego" została już przylepiona panu Dornowi, to ja mogę być tym czwartym (Dla sportowca znienawidzona pozycja).
Dobra to na dziś tyle...Jak będę miał coś do powiedzenia to się odezwę. Kiedy ? Nie wiem.
Nie będę mówił, że myślałem o tym od dłuższego czasu bo z pewnością byłoby to kłamstwo z mojej strony.
Jeszcze nie wiem o czym będę pisał. Może o polityce, może o sporcie, a może po prostu spontanicznie wpadnę na jakiś temat. Krótko mówiąc powstanie z tego prawdziwy miszmasz. Nie chcę jednak tutaj komentarzy w stylu : "Kolejny blog o niczym". Gdyby był o niczym to prawdopodobnie codziennie pojawiałyby się puste posty lub dziwne dywagacje co robiłem w trakcie dnia godzina po godzinie i puentą "Lubie to.". Sorry, ja piszę to co chcę. Masz ochotę na inny temat ? Proszę bardzo, załóż swojego bloga ;)
Za oknem szaro, buro, deszczowo, nudno, wiec ani tu wyjść gdzieś, ani pobiegać, ani nawet wyskoczyć na jakieś piwko (choć to akurat staram się ostatnio ograniczać). Bezsensowne siedzenia na komputerze zmusza więc do robienia czegoś innego.
Nie mam żadnego fejsa, nkeya (usunąłem), fotki, epcia etc. Podejrzewam, że o promocję będzie więc bardzo trudno. Ale z drugiej strony...reklama na takich portalach ? Po co ? Wystarczy że znam osobę reklamującą wydanie "nielegalnej płyty" na naszej-klasie.
Na razie więc np. fejsik nie jest potrzebny. Czy kiedyś będzie ? Może, jednak wizja braku możliwości usunięcia mnie przeraża, chociaż z drugiej strony jak powiedział to mi pewien dziennikarz radiowy widocznie " Facebook daje nam nieśmiertelność".
Dlaczego Czwarty Bliźniak ? No cóż, od pierwszej klasy gimnazjum niektórzy kojarzą mnie jako "Kaczyńskiego". Skoro jednak łatka "trzeciego" została już przylepiona panu Dornowi, to ja mogę być tym czwartym (Dla sportowca znienawidzona pozycja).
Dobra to na dziś tyle...Jak będę miał coś do powiedzenia to się odezwę. Kiedy ? Nie wiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)